Idziemy na zakupy, by nabyć niebieską koszulkę, czarne skarpetki, czerwony marker i zieloną farbę do ścian. Twierdzicie, że to proste zadanie? Nic bardziej mylnego. Nie dostaniecie zwykłego niebieskiego tiszerta, znajdziecie go za to w kolorze akwamaryny, paryskiego błękitu, chabru a nawet (uwaga, to jeden z moich ulubionych ) lapis-lazuli. Skarpetki nie będą po prostu czarne, za to uśmiechnięta ekspedientka zaproponuje wam grafit, antracyt, węgiel lub marengo. Dorwanie czerwonego markera tez może nastręczać trudności, bo za każdym razem, gdy wybieram się na wycieczkę po sklepach, zaczyna mnie przerażać fakt, że tylko ja słyszałem o takim kolorze jak czerwień, podczas gdy reszta świata posługuje się pisakami o barwie rubinowej, koralowej, burguda lub bordo. Jeśli zaś najdzie mnie ochota na zieloną ścianę, mam dokumentnie przejebane, bo “zieleń” nie figuruje w katalogach Dekoralu, w zamian oferuje się klientom odcień pistacjowy, malachitowy, seledynowy czy (kolejny z moich faworytów) weroński.
Wyjaśnijmy coś sobie- kolory dzielą się na jasne, ciemne, oczojebne oraz mieszane (tudzież “wpadające w…”). Kobiety zapewne poczują teraz swą wyższość nad mężczyznami, ale nie mają ku temu powodów. Dlaczego? Dyskutując o różnorakich barwach i wykładając swoje racje, zrobiłem mały eksperyment z pomocą google i naszły mnie dwie refleksje- ludzie używający “pistacji” zamiast “jasnej zieleni” są najwyraźniej ślepi, a przy okazji spora część z nich nie potrafi się zdecydować, jaki kolor ma pieprzona pistacja.
Dowód? Po wpisaniu “pistacjowy” w imperialistyczną wyszukiwarkę, znalazłem becik…

…oraz koszulkę (tak, na zdjęciu znajdują się również cycki, lecz tym razem nie są one przedmiotem dyskusji):

Natomiast po wyszukaniu “jasny zielony” odnalazłem taki oto kolor:

Zaraz zaraz, czyżby to oznaczało, że “jasny zielony” i “pistacjowy” to w zasadzie to samo? Oczywiście, widać (drobną) różnicę, ale można to wyjaśnić tym prostym faktem, że (jeśli brać pod uwagę wyniki wyszukiwania w googlu i zwyczajną gadkę ze znajomymi) ludzie używają takiego określenia na wszystko, co jest “jasne” i “zielone”.
Przykład? “pistacjowy brokat” z Allegro:

Różni się od poprzednich? Znacznie. Pomimo tego, osobnik wystawiający przedmiot, określa ów jasnozielony pyłek “pistacją”.
A co powiecie na pistacjowy czajnik?

Można dostać oczopląsu. Także różni się od powyższych przykładów, ale wciąż sprzedawcy tego powodującego ślepotę sprzętu AGD chodzi o prostą, jasnozieloną barwę, którą kamufluje się jako tę nieszczęsną pistację.
Idźmy dalej. Tym razem zajmiemy się “ciemnym czerwonym”. Oto, co wyskakuje w googlu:

Teraz wpiszmy “bordo” i naszym zmęczonym od tej feerii barw oczom ukazują się spodnie:

A co znajdziemy pod hasłem “burgund”? Polar:

Chwileczkę, cóż to? TEN SAM sklep internetowy ( check it: http://www.promoshop.pl/index.php ) w swym katalogu posiada również “burgundową” bluzę, która wygląda tak:

Uno momento, czy mi się tylko wydaje, czy też ktoś tu nie potrafi się zdecydować, jakiego koloru jest odzież, którą sprzedaje? Czy to czasem nie jest purpura? A może fokstrot? Uwaga, pro tip od wojownika Ninja- wszystkie powyższe ciuchy są ciemnoczerwone. Oczywiście, mają odmienne odcienie, daltonista też to spostrzeże. Ale wystarczy napisać “ciemna czerwień” i WSZYSCY zrozumieją. W końcu mają zdjęcie, widzą ciemnoczerwony produkt.
“Ale panie doktorze, przecież jeśli ktoś użyje prostego sformułowania zamiast wyszukanej nazwy, nie odda w pełni o jaki kolor mu chodzi!”- zakrzykną zapewne miłośnicy paryskich butików oraz spora część kobiet. Przyjrzyjcie się jeszcze raz powyższym przykładom. Nawet w obrębie jednej, fikuśnej nazwy zauważa się mniejsze lub większe sprzeczności. Jako orędownik prostoty i zwolennik konkretów proponuję, byście zaprzestali pierdolić głupoty. Gdy wchodzicie do sklepu, wiecie, że chcecie sobie kupić żółtą kieckę. Może być ona jaśniejsza bądź ciemniejsza, ale wciąż pozostanie ŻÓŁTA. To nie jest kanarkowy. Nie, to żaden chamois. Ani ochra. To po prostu ŻÓŁTY. Możliwe, że sprany, możliwe, że intensywny, ale nigdy nie stanie się wyjątkowy i niepowtarzalny, nadal będzie ŻÓŁTY, do kurwy nędzy. Zapewne dla projektanta mody pokaźny stolec, który zostawia w toalecie po imprezie z okazji prezentacji nowej kolekcji, jest w kolorze mahoniu, spiżu, palonej sjeny lub cynamonu, ale jakby nie nazwał barwy swoich fekaliów, nie sprawi, że przestaną być BRĄZOWE. Chyba, że catering zafunduje mu na przyjęciu nieświeże małże.
I jeszcze jedna, ważna rzecz, którą warto wziąć pod rozwagę. Podżeracie sobie pistacje (tak, wiem, powtarzam się, cóż poradzę, że uwielbiam ten prosty przykład?) z torebki. Przyjrzyjcie się im i zastanówcie, czy ktoś o zdrowych zmysłach powie, ze pistacja ma kolor “pistacjowy”? Gdy kupujecie sobie na czarnym rynku figurkę Zulusa z kości słoniowej, jakiej jest barwy? “Kości słoniowej”? Nawet buddyjscy mnisi by się pochlastali, napotykając na swej drodze takie masło maślane. Pistacje są jasnozielone. Kość słoniowa jest biało-żółta. Świat będzie szczęśliwszym miejscem, jeśli, tak jak ja, będziecie hołubić prostotę.
———
Tekst inspirowany rozmową z dwoma słuchaczkami wykładów. Któż inny, jeśli nie kobiety, mógł mnie skłonić do poświęcenia takiej ilości miejsca tak banalnemu tematowi?
O ile kuriozalne nazywanie kolorów farb jest jeszcze w pewnym sensie uzasadnione /odcieni muszą być tysiące, bo jest takie zapotrzebowanie, a łatwiej przemówić do wyobraźni “fuksją”, niż “#FF00FF” na przykład/, to z tymi ciuchami jest już gruba przeginka. Tym bardziej że brak jednolitego wzoru.
Poza tym, jacyś naukowcy udowodnili, że kobiety są lepsze w kwestii kolorów, bo mają w oczach więcej czopków, czyli receptorów odpowiedzialnych za widzenie barw, a badania naukowe dyskusji nie podlegają.
Niech sobie te czopki w d… wsadzą. O! Niektórym się to moze nawet spodoba. Jeżeli tak to proszę te panie o kontakt
polać mu, dobrze gada…
A tu przydatny link, czyli tłumacz kolorów, http://ania.cc/fmcc/ , gdzie pistacjowy figuruje jako beżowy/zielony, mimo ze ja uznaję go za jasny blady zielony. Paranoja.
Kupiliśmy z lokatorem farbę, żeby jakoś rozjaśnić ponure życie. Zastanawiający był jej kolor. Dla mnie był ciemnopomarańczowy, on zaś upierał się przy malinowym. Zasięgnęliśmy rady jakże miłej koleżanki i okazało się, że to jednak było bordo. Cóż.
Ale rozwodzenie się nad kolorami, to nie jest TO, po co tutaj przychodzę, doktorze.
Dla mnie absolutnym hitem jest za to amarantowy. Ni to bordowy, ni fioletowy, ni czerwony, totalna abstrakcja…
Horokeu —> No z całym szacunkiem, imo jest zajebista różnica pomiędzy ciemnym pomarańczem a bordowym
Nie pamiętam już nawet jak się tu znalazłam,
ale na pewno nie poprzez wpisanie w google
czegoś w stylu “teletubiś” czy “jak być fajnym”.
Nie znam Cię, ale czytałam, to, co tutaj piszesz
i powiem Ci, że ludzi takich jak Ty się szanuje.
Przynajmniej ja szanuję i darzę sympatią.
Pozdrawiam serdecznie.
Hej Ninja! Neozes z Gola tutaj. Mam taka mala prosbe, a nie mam cie gdzie indziej dorwac.
Czy moglbys mi podeslac liste japonskich rezyserow, za filmami ktorych warto sie rozgladac? Moze byc na gg (3813061).
Dzieki z gory!
I zeby nie bylo tak maskymalnie offtopowo:
Dobry tekst! Jak zwykle strzal w dziesiatke. Albo jak to Niemcy fajnie mowia, trafiles gwozdzia w glowke xD
Ja nie wiem, czy edit nie dziala, czy co, ale pomyslalem, ze jeszcze zacytuje slowa kolegi, bo pieknie pasuja do tematu:
“Jezeli istnieje taki kolor jak “morelowy”, to istnieje rowniez nastroj o nazwie “odbyt”
Skomentuję całość, ponieważ nie chcę mi się pisać komentarzy do poszczególnych rantów
. Zgadzam się z odwiedzającą większością, zajebisty blog, mimo, że maddoxopodobny
(tak, wiem, że zajebisty stałeś się jeszcze przed poznaniem strony Maddoxa). Wiele racji w twych słowach jest. Szczególnie w poście z higieną.
Good job. Keep it up.
coz, chyba latwiej tak, niz tak jak kiedys zrobili detepowcy z ktorymi pracowalem – o kolorach mowili tylko podajac wartosci z palety cmyk…
Kiedy napiszesz coś nowego? Może zrobisz nam jakiś prezent na święta?
Drogi Ninjo… Masz tylu wyznawcow ktorzy domagaja sie nowej notki a Ty ich olewasz.
BTW na mojej uczelni nawet takie napisy da sie zauwazyc:
http://img504.imageshack.us/img504/104/1229626476519fdc6.jpg
Cos w tym jest. Pozdrowienia z Wrocka…
Myślę że powinieneś częściej ssać pałkę zamiast tak pierdolić
Znalazłem Cię przypadkowo, przez ten kolor pistacjowy. Gratuluję i zazdroszczę talentu redakcyjnego. Pozdrawiam.
No i co to w końcu KURWA jest ta fuksja.
Pozdrawiam
To spróbój spryciarzu coś namalować. I powiedz, że poprosisz zieloną farbkę. Sprzedawca spojrzy się z politowaniem i pokaże Ci z 30 różnych odcieni, z których każdy jest inny i w inny sposób odda to co chciałeś wyrazić. Jasne te farby są nadal zielone, ale zastanów się czemu jak szukasz info o Zygmuncie Wazie w googlach, to nie wpisujesz Zygmunt tylko Zygmunt Waza? Bo chodzi o precyzję i wygodę. Być może Ty nie ogarniasz takiego koloru jak pistacja, ale większość obeznanych mężczyzn i kobiety rozpoznają i czemu niby mają nie kożystać z wygody jaką to daje? Bo TY nie rozumiesz. Art masz ogólnie zabawne ale radzę popracować nad ego i zadufaniem. Możesz na przykład bardziej oddać się życiu religijnemu.
Kris, to mialoby sens gdyby wszyscy trzymali fason a nie wprowadzali ogolne zamieszanie. No ja mam szczera nadzieje ze chociaz artysci trzymaja sie pewnych regul dammit
a jakiego kolor jest pomarańcza?:d
A co wy pierdolicie za farmazony. Kolory nie istnieją. To jaką barwę widzimy, zależy tylko od załamania promieni świetlnych i od jakichś tam receptorów w naszym oku. Tak przynajmniej tłumaczę sobie ja, daltonista:D
A co myslicie o kolorze mietowym?
I co tu się dziwić, że ludzie nie znają zbytnio nazw odcieni poszczególnych kolorów? A edukacja na poziomie podstawowym gdzie jest w tym temacie?
Dzikie plemiona żyjące w buszu mają czasami do 30 nazw na poszczególne odcienie tego co my nazwalibyśmy po prostu ‘zielonym’. I traktują te kolory zupełnie osobno, równoprawnie do np. czerwonego czy żółtego.
A przeciętny człowiek na naszej szerokości geograficznej widząc jakiś kolor nie potrafi go precyzyjnie nazwać, bo ta podstawowa wiedza jest pomijana w powszechnym nauczaniu.
I zgaduj tu człowieku, co to purpura, a co szkarłat.
ja zakoncze te komentarze pewna anegdota tak samo zabawna jakie serwuje krol familiady Karol Hamburger , bo ta anegdota tyczy sie wlasnie tego programu i pytania finalowego, ktore brzmialo: podaj odcien zoltego, na co jeden inteligentny koles: TURKUS
no comment, widzicie panowie daltonizm macie w genach, u nas KOBIET ten gen jest recesywny
a co do odcieni- nie sa one dla facetow, bo jesli turkus jest barwy zoltej to jakiego koloru jest zolty???????
Dziękuję, że ktoś nareszcie napisał prawdę.
Przyznam że podobne kłótnie o kolot miewam z moją… “Jaki łosoś? To jest bladoróżowy!” Od pewnego czasu jak jesteśmy w sklepie i słyszę “ładne buty, te kawa-z-mlekiem” zamiast zastanawiać ile mleka trzeba dodać do kawy żeby miało taki kolor jak choć jeden z butów na półce, mówię “rozpisz mi to na CMYK albo na RGB, albo najlepiej długość fali…”, proste i skuteczne, bo zamiast wywodu że “kawa-z-mlekiem” to kolor tak a nie inaczej powiązany z jakimiś przedmiotami słyszę “no te zajebiście jasno brązowe”.
natomiast u mnie, do przymiotników których używam, doszedł “oczojebny”, przeważnie jeśli mowa o markerach do tekstu, tych “dayglo-yellow”, i “poku**iony” gdy chodzi o róż wszelkiej maści.
Te wymyślne nazwy kolorów to nic innego, tylko marketing. Bo rubinowa sukienka jest “ładniejsza” od ciemnoczerwonej w tym samym kolorze.
A może w końcu przestaniemy mieszać kolory i barwy? … Czerwony to kolor, brązowy to barwa …
Proszę pamiętać o takiej czerwieni jak cynober
Ja się dowiedziałam niedawno od koleżanki, która stwierdziła, że mam cynober na paznokciach. ja SE myślę: jaki cynober kur**???? Cyno co?
Też wpisałam w google, tym bardziej, że tego samego dnia w Coralinie też był cynocośtam. I patrzę: a to czerwony. No jasne,w końcu lakier czerwony kupiłam.
zasadniczo i pobieżnie zgoda, ale na tym ostatnim zdjęciu to zdecydowanie nie jest czerwień