Tak, wiem, obiecałem. Miało być częściej, miało być kilka razy w miesiącu, ale jak zwykle muszę powtarzać, że działalność charytatywna i wykłady nie są nawet w pierwszej setce rzeczy, jakie figurują na mojej liście “things to do”. Jako paskudny pragmatyk, cynik i wojownik, na którego czyhają adwersarze maści wszelakiej, ustalam sobie priorytety według własnych potrzeb, a nie próśb, wymagań i zażaleń osób, których nawet na oczy nie widziałem (i w większości przypadków nigdy oglądać nie chcę). Przepraszać nie będę, możecie marudzić dalej, wiecie, gdzie mam was i wasze smęcenie. A teraz, po tak uroczym wstępie, czas zacząć. Zwyczajowo, od dygresji.
Tym razem ciężko było mi zacząć pisanie, gdyż nie ma nic lepszego niż grzanie mięśnia pośladkowego i ogólne opierdalanie się w ramach zasłużonego, uświęconego urlopu. Ale irytacja, jaka mnie ogarnęła, okazała się bodźcem silniejszym niż me umiłowanie świętego spokoju. Nie, nie będzie o żadnych Bolkach, nie będzie wykładu o tym, kto z kim wódkę w Magdalence pił i o tym, że niektórzy najchętniej by elektrykowi odebrali Nobla, bo polityką się brzydzę i mam alergię na wszelkie ideologie, niezależnie od tego, czy stoją po mojej lewej, czy prawej stronie (choć rozważania nad tym, czy ci zatroskani o losy kraju wielce oświeceni przeciwnicy wąsatego faktycznie tak pałali do niego nienawiścią w ‘90 i ‘95, że zdradzili własne ideały i głosowali na cwaniaczka od czarnej teczki i komunistę, były by arcyciekawe i nastąpił by pewnie zacny flame war).
Dziś zajmiemy się tematem, który obiecałem już wieki temu i przybliżymy sobie pewną grupę, która, jeśli chodzi o wkurwianie normalnych, zdrowych ludzi, radzi sobie nie gorzej niż turbaniarze obwieszeni trotylem i właściwie się od owych beżowych pojebów zbytnio nie różni. Tak,brawo, ci, którzy posiedli elementarną umiejętność dedukcji wiedzą, że pora na małą rozprawę o ekologach.
Cóż mnie natchnęło do tego, by wreszcie przelać na wirtualny papier swe mądrości (wersja dla zatwardziałych przeciwników, którzy wytrwale ślą hejtmejle- “pierdolenie”)? Światła w samochodach. Dobrze wiecie, o czym mówię- jeden z niewielu przepisów, który w pełni aprobuję i jestem gotów wywiesić w oknie transparent wyrażający poparcie. Wprowadzono go, ku mej radości, po czym postanowiono, po roku, go znieść. Dlaczego? Sądziłem, że pieprzenie jakiegoś zielonego frustrata z marginalnej partii i jego z dupy wyciągnięte statystyki, które przedstawiał w tok.fm (owe radio mogłoby zresztą dostarczyć jeszcze z trzydziestu materiałów na felietony), dotyczące ilości wypadków i zagrożenia dla środowiska, jakie stwarzają głupie żarówki w automobilu, to li tylko wynurzenia faceta, który w życiu za kółkiem nie siedział i w sumie poza wkurwianiem mej osoby podczas porannego przebijania się przez warszawskie korki, niczym innym to nie grozi. Aż tu po dwóch tygodniach od tamtej pamiętnej wypowiedzi słyszę, że światła mijania to narzędzie szatana i każde ich włączenie powoduje śmierć trzydziestu małych, słodziutkich foczek grenlandzkich, zgon noworodków tuż po porodzie, a przy okazji wywołuje kolejny konflikt zbrojny w Afryce, zatem politycy postanowili zlikwidować prawo, które sami ustanowili. Na domiar złego następnego dnia przeczytałem, że banda młodocianych lewaków w arafatkach już wlewa benzynę do butelek i wyrywa sztachety z płotów, przygotowując się na cywilizowany i pokojowy protest przed kolejnym szczytem G8. Rewekurwalacja, a myślałem, że choć z początkiem wakacji będę mógł sobie odpocząć, lecz oczywiście jak zwykle trzeba będzie wyciągnąć z szafy zakurzony mauser dziadka i wyczyścić ostrze katany.
Zapuśćcie zatem Alter AfroKolektywu, zgrillujcie sobie jakiś kawał soczystego steka do podjadania podczas czytania i połóżcie paczkę fajek w zasięgu ręki, by zrobić odpowiedni klimat (ci co bogatsi mogą jeszcze ostentacyjnie zostawić włączony silnik w swoim aucie, tak w ramach czystej, skurwysyńskiej złośliwości). Notesy wyjąć, długopisy ująć w dłonie i zapisywać, przyda wam się.
Zacznijmy może od kluczowego dla dzisiejszej lekcji pojęcia- hipokryzji. Zieloni, jak nikt inny, uczynili z giętkich, nieścisłych moralnych zasad prawdziwą sztukę, są najlepszymi fachowcami w okłamywaniu innych i (przede wszystkim) samych siebie. Logika i racjonalność są ekologowi zupełnie obce, zaś uciekanie się do freudowskiego wyparcia i zaprzeczenia oraz atakowanie tego, z czego samemu czerpie się na codzień korzyści to modus operandi każdego szanującego się bojownika zielonej gwardii. Antyglo… o, przepraszam- ALTERglobaliści wszelkiego autoramentu z wielką chęcią obrzucą kamieniami paskudną, zagrażającą swymi fabrykami naturze siedzibę Nokii, wcześniej ustalając szczegóły ataku przy pomocy komórek. Nabluzgają na trującą okolicę wytwórnię chipów Intela i będą psioczyć na ekspansję szatańskiego Microsoftu na forum internetowym. Popłyną pokrzyczeć na pracowników platformy wiertniczej statkiem żrącym ropę jak statystyczny Amerykanin burgery. O tym, że należy chronić lasy równikowe poinformują nas za pomocą ulotek, których wydrukowanie pochłonęło hektar Amazonii. Na akcję oblewania farbą kobiet w futrach przywdzieją skórzane glany, pasujące do swego standard attire składającego się z obowiązkowej koszulki z El Commendante. Tych młodszych na marsz przeciw Shellowi czy BP podrzuci tatuś jadący rano wielkim SUVem do swojej korporacji, ci starsi i bogatsi kupią sobie jako środek transportu Toyotę Prius, zapominając oczywiście, że wyprodukowanie tego wozu wymagało zachwiania równowagi ekologicznej w promieniu kilku kilometrów od taśmy montażowej.
Dla podania obrazowego i bardzo dosadnego przykładu- pewnie kilkoro z was kojarzy miałki manifest anarcho-ekologiczny autorstwa Ryszarda Dąbrowskiego. Tak, mowa o komiksie Likwidator. Twórca zdaje się nie zauważać, że wykreowany przez niego heros w kominiarce w walce o czystość środowiska wykorzystuje broń palną, której wytworzenie pochłania niezliczone ilości surowców naturalnych i jeździ chopperem napędzanym spalinowym silnikiem o znacznej pojemności. Czy muszę wspominać, że na wydrukowanie teoretycznie promującej ochronę natury popierdółki trzeba wyciąć kilka drzew czy też o tym, że za napisanie i narysowanie historyjek, w których Likwidator strzela do kapitalistów samozwańczy anarchista Dąbrowski bierze pieniądze? Podobne rozchwianie ideologiczne to standard wśród reszty wyznawców Greenpeace’u.
Ale hipokryzja nie ogranicza się w tym wypadku tylko do takich prostych sprzeczności. Bardziej powinny przeciętnego, trzeźwo myślącego człowieka przerażać pobudki i prawdziwe intencje kierujące wszelkimi ruchami na rzecz chuj wie czego. Przyznajcie się, ile razy daliście się ponieść górnolotnym hasełkom tych pożal się boże synów i córek Gai i dołączyliście do protestu przeciw połowom makreli czy innego śledzia? Pozwólcie, że wam teraz coś uświadomię (niektórzy już mieli okazję załapać się na ten wywód)…
Twierdzicie, że martwią was biedne Pandy w Chinach? Że bolą was strasznie odwierty ropy w Arktyce? Czemu to ach czemu? Bo chcecie, by trawa była zielona, powietrze czyste, a morza przejrzyste? Nie- boicie się o własne dupy. Dlatego przestańcie pierdolić, że obchodzi was stara dobra matka Ziemia i skończcie z ukrywaniem faktu, że tak naprawdę nie jesteście żadnymi świętymi altruistami. Kieruje wami czysty egoizm, naturalna wola przetrwania. Nie chcecie ratować niczego innego poza własnymi gonadami. Nie robicie tego dla dobra ogółu- robicie to dla samych siebie. Zwierzęta przewidują nadchodzące zagrożenie i spierdalają jak najdalej, gdy tylko wyczują swymi zmysłami tsunami, tornado czy najazd dzikich Hunów z azjatyckich stepów. Los pobratymców oraz obszaru bytowania zagrożonego katastrofą nie ma dla nich znaczenia, po prostu obierają kierunek odwrotny do nadchodzącej zagłady i wieją, tratując się nawzajem. Wy robicie to samo, ale jako że macie przeciwstawny kciuk i jesteście odrobinę mądrzejsi od psa (choć co do tego mógłbym mieć czasami wątpliwości), umiejętnie kamuflujecie swą panikę i prawdziwe motywy farmazonami o powszechnej szczęśliwości i wspaniałomyślności waszych działań. Przykro mi was poinformować, ale natura sobie poradzi bez waszej pomocy. Okres panowania ludzkości, kilkadziesiąt tysięcy lat wałęsania się człowieka po tym łez padole to zaledwie bezgłośne, mało śmierdzące pierdnięcie, wobec miliardów lat istnienia tej planety nie znaczy nic. Podświadomie zdajecie sobie sprawę, że to nie niebieską kulę orbitującą wokół gorącej gwiazdy chuj strzeli. Ona będzie tak sobie krążyć przez kolejne tysiąclecia, póki słońce nie stwierdzi, że ma dość i zrobi z Ziemi dobrze przypieczonego tosta. To was rozdziobią kruki i wrony, z tego powodu sracie po gaciach i rzucacie się do szalup ratunkowych, a wszyscy wiemy, że zawsze jest ich za mało. Uświadomcie to sobie, nie ubierajcie swego strachu w piękne słówka. I odpierdolcie się od moich reflektorów w samochodzie, i tak wiem, ze nie dożyję starości, ale wolałbym zaliczyć zgon w trakcie bohaterskiej walki z głupotą, niż zginąć przez jakiegoś pojebanego wannabe-Kubicę, bo kazaliście mu wyłączyć światła, przez co stał się praktycznie niewidzialny na zalesionej trasie (a takich u nas pod dostatkiem) lub niespodziewanie wyskoczył mi przed maską, tnąc zakręt. Jesteście skurwiałymi, tchórzliwymi terrorystami, nie wiecie nawet, o co walczycie, weźcie się w końcu do normalnej roboty, zapewnijcie swym rodzinom godziwe warunki życia, podnoście PKB i popracujcie nad dodatnim przyrostem naturalnym, miast utrudniać życie zdrowym obywatelom i mówić im co dobre, a co złe.
———–
Tekst sponsorowany przez koncern tytoniowy, producenta napoju energetycznego oraz Faith No More grające w tle. Wszelkie hejtmejle (na które kiedyś w końcu odpowiem) kierować na dr.ninja@o2.pl (o ile ktoś jeszcze tego nie wie).
Całkiem nieźle, diagnoza też całkiem sensowna. Instynkt samozachowawczy zawsze stał u podstaw natury i absolutnie nic tego nie zmieni, tym bardziej brednie o miłości do Matki Ziemi. Choć nie celowałabym w egoizm /jakkolwiek on też stoi wysoko w hierarchii, nie przeczę/, a raczej w prokreację i chęć podtrzymania gatunku. Dbamy o ziemię po to, by móc się rozmnażać i by to potomstwo jakoś przetrwało. Poza tym, każde zachowanie można podciągnąć pod jedyną i słuszną celowość – faceci robią wszystko dla dup, a dupy robią wszystko dla samców, czego efekt może być tylko jeden. Freud był starym zbokiem, ale he was fuckin’ right.
/.
Co prawda emo jestem naczelne, ale marudzić nie będę, słowo harcerki /którą nigdy nie byłam, bo wiadomo, jakie dziewczęta idą do harcerstwa
Amen.
Ciesze sie, ze wrociles.
Ależ się rozpisałeś. Szkoda tylko, że kompletnie niczego nowego nie napisałeś(wszystko jest ogólnie znaną prawdą, szczególnie jeśli jest się inteligentnym bądź pasjonatem motoryzacyjnym), pod koniec miałem wrażenie, że zarzucasz George Carlinem a gdy wspomniałeś o wannabe-Kubica zachciało mi się rzygać. Nie ukrywam, że oglądam F1 regularnie odkąd zaczął startować Kubica ale na litość boską czemu otwierając czy to lodówkę czy tą stronę muszę wszędzie widzieć Kubicę?
niech zgadnę. Oglądałeś ostatnio Top Gear
Dałam radę gdzieś do 3/4. Za ciężkie na niedzielny wieczór.
Przypomniałem sobie jak panowie “Elektronika to zło” zrobili plik pdf z infromacjami na temat szkodliwości produktów różnych firm. Stwierdzono iż konsole do gier wprawiają w zakłopotanie licznik Geigera a produkty Nintendo to pomioty nie-ekologicznego szatana dlatego iż… N nie dało “Obrońcom planety” informacji o swoich produktach.
hehe not sad and true
popierdzielajac 20 wode z sokiem z nieekologicznego plastkikowego kubka pozdrawiam =]
dodaj tez oszczędzaczy jadących na światłach postojowych, które nic a nic nie pomagają w widoczności w słoneczny dzień BO ICH NIE WIDAĆ.
Amen
Bardzo ładnie to ująłeś, zgadzam się… I teraz jeszcze ten popierdolony pomysł z torebeczkami foliowymi w marketach :/
Ekologia to biznes.
A ekoterroryści to biznesmeni.
Jak słyszę, że coś jest ekologiczne to znaczy że na pewno ktoś chce mnie okraść…
taaaaaaaak, ja też oglądam Georga Carlina, jak nie wiesz o czym pisać to nie zrzynaj z innych
A mi się bardzo podobało, pewnie dlatego, że ta strona to dla mnie nowość.