08
mar
08

Jak być dobrym klientem?

Jak na swój wystarczająco młody wiek (starości przy moim trybie życia raczej nie dożyję), mam całkiem imponującą liczbę wykonywanych zawodów w CV, w tym jeden, który, mimo, że dawał mi sporo swobody i radochy, równocześnie był wybitnie wkurwiający ze względu na to, że była to branża usługowa o bardzo wąskiej specjalizacji, a co za tym idzie- poza promilem osób normalnych i komunikatywnych, trafiało się w większości na ułomną nieletnią dziatwę i rzekomo dojrzałych ludzi o inteligencji i aparycji glonojada. Pół biedy, gdyby była to wyłącznie komunikacja via Internet, która była częścią owej roboty. Niestety, należało rozmawiać z wiecznie marudzącymi kretynami również face to face.

Praca w owych usługach (które są podstawą każdej kapitalistycznej gospodarki) ma swoje niezaprzeczalne zalety. Pod warunkiem, ze jest się odpornym na idiotów, a ja niestety cierpię na brak jakiejkolwiek tolerancji na pierdolenie głupot. Problem w tym, że harując w tej gałęzi handlu, trzeba znosić największych pokurwieńców, jakich natura na świat wydała, jednocześnie zachowując zimną krew i posiadając szeroki uśmiech na gębie. Pieprzone “Nasz klient, nasz pan”.
Jeśli nie będziemy mili i sympatyczni, nawet dla pojeba zza lady, który nie mył się od dwóch tygodni, przed chwilą żarł koreczki śledziowe w occie i pyta po raz trzydziesty w tym miesiącu o to samo, nadmieniony delikwent uda się do konkurencji (oraz poleci zrobić to samo swoim równie paskudnym i irytującym kumplom, choćby byli to tylko internetowi towarzysze umilający mu czas dyskusjami na forach internetowych w przerwach pomiędzy kolejnymi masturbacjami) i szefostwo potrąci nam to z premii, gdy wyliczy spadek dochodów, a jedzenia, paliwa, ciuchów oraz drobnych uszczęśliwiaczy za darmo nikt nie rozdaje. Szczególnie zaboli to, gdy ktoś nie toleruje kartofli ze smalcem i lubuje się w rzeczach z nieco wyższej półki (czemu te jakże zajebiste beef jerky i red bull muszą mnie tyle kosztować?), porusza się po mieście klimatyzowanym wozem, nie nosi swetrów po dziadku, a dodatkowo ma nałóg nikotynowy, lubi wypić i pójść do kina raz czy dwa w tygodniu.

Na szczęście to już za mną, od stycznia jestem kowalem swego losu, freelancerem pracującym we własnym, ciepłym domu, na zlecenie, z giętkim, łatwym do modyfikacji terminarzem zajęć i z umiejętnościami na tyle przydatnymi i cenionymi, że to nie ja szukam kolejnych pracodawców, ale pracodawcy szukają mnie. Jak się chwalić, to po całości. Lecz dość o moim kolejnym sukcesie odniesionym wbrew przewidywaniom przeciwników, wbrew utartym wzorcom, że tylko wyższe wykształcenie pozwala na godziwe zarobki (stopień doktorski otrzymałem honorowo od międzynarodowej kapituły, nie zaś dzięki zasadzie “trzech Z”) i na złość tym wszystkim smutnym studenciakom, którzy po pięciu latach zakuwania zupełnych bzdetów nie mają wystarczającej ilości praktycznego doświadczenia, by zatrudniono ich choćby do rozwożenia palet z proszkami do prania w Biedronce (to zresztą temat do poruszenia przy innej okazji). Let’s get back to the business.

Przypomnijcie sobie, szanowni wymagający klienci, ileż to razy marudziliście na niemiłą panią ze spożywczego na rogu. Jak wielokrotnie rzucaliście kurwami po odejściu od kioskowego okienka, bo akurat skończył się przed pięcioma minutami Przegląd Sportowy, albo że sprzedawca nie ma wam jak wydać dwóch stów, które wykładacie na tackę, gdy kupujecie paczkę cudownych gum wybielających zęby, odświeżających oddech i sprawiających, że penis wam urośnie, a pryszcze znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (przynajmniej tak mówili w reklamie) i to wszystko za jedyne trzy pięćdziesiąt .

A teraz wyobraźcie sobie, że jesteście po drugiej strony barykady. Że nie jesteście kutafonem, który uważa, iż wszystko mu się należy, tylko niewinnym wyrobnikiem obsługującym kasę, na którym zwykle wyładowywaliście swe frustracje, przez co on wyładuje swoje własne na następnym kliencie, dzięki czemu kółeczko wzajemnej nienawiści się zamknie i toczyć się będzie, aż w końcu cały świat imploduje pod wpływem nagromadzonego wewnątrz nas wszystkich wkurwienia.

Jeśli trudno wam wyimaginować, ze musielibyście znosić ludzi równie denerwujących jak wy sami, pozwólcie, że pomogę, bo w końcu od tego tutaj jestem. Notujcie pilnie, a być może kiedyś dzięki temu nie dojdzie do naszej samozagłady, zaś gdy powitacie kolejnego napotkanego peona zapierdalającego na kasie uśmiechem, on odpowie wam tym samym, nie zaś grymasem obrzydzenia, skrywanym pod fałszywym płaszczykiem uprzejmości.

W jaki sposób być dobrym klientem? Oto proste zasady, które ułatwią życie zarówno wam, jak i tym, którzy mają za zadanie dostarczyć wam to, czego chcecie.

  • Czytaj pieprzone szyldy i karteczki na drzwiach. Jeśli nad wejściem do danego przybytku usługowego wisi tablica informująca o tym, iż za chwilę wkroczysz do sklepu z elektroniką, nie pytaj przy kasie o pokrowce na siedzenia do swojego Poloneza. W modelarskim nie posiadają akcesoriów do zabaw Sado-Maso, a w księgarni nie sprzedają biletów autobusowych. Dziwnym trafem jednak naród nasz tak bardzo pogrążył się w analfabetyzmie, że nawet z przetworzeniem informacji wiszącej tuż przed jego oczami ma spore problemy. Napisaliśmy, że zamknięte, to ZAMKNIĘTE, nie ciągnij jak idiota za klamkę, nie stanie się cud i drzwi się nie otworzą. Wywiesiliśmy tekst napisany czcionką rozmiaru 72 dotyczący braku jakiegoś towaru, więc nie pytaj o niego, do jasnej cholery. I nie, u nas nie kupisz nici dentystycznej. Wiem, że w Misiu w kiosku sprzedawali mięso, ale do niektórych to może jeszcze nie dotarło- to był tylko żart, nie nabędziecie tam wątróbki . Z kumplami stworzyliśmy specjalną listę, na której spisywaliśmy co ciekawsze zapytania i żądania klienteli. Dość powiedzieć, że geniusze chcący kupić w księgarni szybkowary, futra i odtwarzacze video nie byli najdziwniejszymi z przypadków. Mówię serio.
  • Mamy w dupie twoje życie osobiste i twoje poglądy. Sklep to nie poradnia psychologiczna. To, że pojawiasz się tam regularnie, bo, dajmy na to, masz po drodze z pracy lub mieszkasz blisko, nie czyni cię automatycznie przyjacielem osoby stojącej za ladą, nie będzie twoim powiernikiem, jeśli sama o tym nie zadecyduje i nie uzna, ze jesteś materiałem na kogoś więcej, niż na kolejnego patafiana, który zapewnia jej robotę. Urocza, krótka rozmowa, tzw. small talk o pierdołach, powinien być, zgodnie z nazwą treściwy, szybki i prosty. To znaczy: Dwie minuty gadki o recesji rynkowej, o zbliżających się nowościach, lub na przykład małe napomknięcie o wczorajszym meczu ligowym- tak, nie ma sprawy, chętnie zamienię słowo. Półgodzinna mentalna tortura sprzedawcy opowieścią, jak sie ostatnio chlało z ziomalami lub o tym, że rzuciła cię kobieta- stanowcze nie, mam to gdzieś, przestałem cię słuchać po drugim zdaniu i odpłynąłem na chwilę do krainy wiecznej szczęśliwości, wytworzonej w mym umyśle, by zagłuszyć twoje pieprzenie. Próba nawiązania jakiejkolwiek dyskusji o polityce- wypierdalaj i nie wracaj, nie obchodzi mnie, ze stracę pracę i grozi mi prokurator, satysfakcji ze zbluzgania cię i wepchnięcia pod ciężarówkę nikt mi nie odbierze.
  • Higiena osobista i wygląd zewnętrzny na odpowiednim poziomie są niezbędne, by wejść do sklepu. Powtarzam to po raz bodaj dziesiąty w swoich wykładach, ale ostrożności i napominania (czy też raczej- błagania) o mycie się nigdy za wiele. Naprawdę utrudniasz komunikację interpersonalną, jeśli muchy uciekają od twojego smrodu, a na tłuszczu z twych włosów można usmażyć kilogram frytek. Sprzedawca podaje ci towar czystymi rękami (jeśli tak nie jest, zgłoś to do jego szefa, masz pełne prawo), ale jak ma przyjąć wymiętolone w twoich spoconych, syfiastych dłoniach dziesięć złotych bez narażania się na zarażenie jakimś kurewstwem, przez które nabawi się bezpłodności, hiszpańskiej grypy i sepsy jednocześnie?
  • Nie pluj jadem. O ile sam sprzedawca pierwszy nie zapałał do ciebie wyraźną wrogością i nie wyskoczył do ciebie z mordą, nie powinieneś i nie jesteś upoważniony do werbalnego wylewania mu na głowę wiadra pomyj. Agresja w niczym ci nie pomoże, nie sprawi, że nagle w powietrzu zmaterializuje się upragniony przez ciebie produkt, ani tym bardziej nie spowoduje, że człowiek, którego jesteś klientem, sprowadzi ci go szybciej lub przypomni sobie o jednym, ostatnim egzemplarzu na zapleczu.
  • Noś drobne, bądź tak miły i poszukaj końcówki w portfelu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo ułatwia to sprawę nie tylko sprzedającemu, który nie musi wydłubywać nic nie wartych miedziaków z dna kasy (których ZAWSZE brakuje, bo przed tobą było dwudziestu innych, płacących Władysławem Jagiełłą za produkt kosztujący złoty dziewięćdziesiąt), ale także tobie, bo szybciej zakończysz transakcję, miast tracić czas na bezproduktywną irytację ze zniecierpliwienia. Ba, również ci, którzy stoją w kolejce za tobą będą bardziej zadowoleni, bo mogą wtedy szybciej przystąpić do płacenia i prędzej cieszyć się nowo poczynionym zakupem. Sprawdź, czy aby nie masz tych durnych dwudziestu groszy, nawet jeśli nie, człowiek zza lady doceni taki niewielki wysiłek z twojej strony. Zapamiętaj, na pobliskiej poczcie i w banku ZAWSZE mają tyle drobniaków, że nie wiedzą co z nimi zrobić, z chęcią wymienią ci twój gruby zwitek banknotów na mniejszy bilon. Jeśli regularnie kupujesz jeden produkt, jego cena nie pójdzie w górę z dnia na dzień, zaś jeśli w końcu się zmieni, na pewno o niezbyt dużą kwotę. Zatem wiesz, że coś jest po trzy złote, więc przygotuj sobie właśnie tyle. Nie dwa, nie cztery, lecz trzy złote będzie sumą, którą uprzednio odliczysz. To zajebiście ważna wskazówka.
  • Nie macaj produktów. Stare żydowskie przysłowie powiada, że towar macany należy do macanta. I nie tyczy się to jedynie produktów spożywczych, ale każdego asortymentu podatnego na uszkodzenia. Możesz sobie obejrzeć daną książkę, pismo czy komiks, przeczytać malutki fragment, by sprawdzić, czy warto daną rzecz kupić. Masz prawo zdjąć film z półki i przyjrzeć się pudełku, zobaczyć opis fabuły, poprosić o pokazanie butelki dobrego bourbonu lub ocenić stan fikuśnego czajniczka z fajansu, by upewnić się, czy aby nie posiada żadnych rys lub obitych ścianek. Ale niech do ciebie dotrze, że dopóki za coś nie zapłaciłeś, nie jest twoje a to, że leży sobie swobodnie na półce, a nie za pancerną szybą, nie oznacza, że ujdzie ci na sucho niecne wykorzystanie tej rzeczy. Jeśli masz dziurawe ręce, cierpisz na Parkinsona albo nie wiesz do tej pory, po co ci przeciwstawny kciuk- nie dotykaj tego cholernego czajniczka ani butelki alkoholu. Nie zdejmuj folii z DVD, by sprawdzić, czy w środku na pewno jest płyta i czy nie jest porysowana, poproś o to sprzedawcę. Oddzielny i najbardziej znienawidzony rodzaj macaczy to empikowi skurwiali smierdziele, należący do gatunku czytaczy, którzy nie przepuszczą żadnej papierowej publikacji i wysmarują ją swoimi paluchami oraz pozaginają strony, a przeczytawszy ją w całości, odstawią nie nadający się już do sprzedaży egzemplarz na półkę. Stoją w mojej hierarchii niżej od islamistów, komarów i pijanych rowerzystów. To rodzaj sępów, korzystających z uprzejmości sprzedawcy i cieszących się czyjąś ciężką pracą za darmochę. Jeśli do takowych należysz, powinieneś zostać związany marynarskim sznurem i wystawiony na widok publiczny z pokaźną marchwią wepchniętą w anusa.
  • Proszę, dziękuję, do widzenia. Czy muszę dodawać coś więcej?

Zapamiętaliście? Oby, bo jak każdy szanujący się obywatel chcę, by wszystkim było miło i wesoło, ale niektórzy wybitnie przeszkadzają w realizacji tego planu, czerpiąc satysfakcję z własnej głupoty.

———————-

Wszystkie podobieństwa do prawdziwych zdarzeń i osób zamierzone z pełną premedytacją. Ci, którzy odnajdą w tym tekście własne zachowania, powinni zgłosić się dobrowolnie do testowania nowych leków i środków owadobójczych.


11 Odpowiedzi do “Jak być dobrym klientem?”


  1. 1 Mart. marzec 8, 2008 @ 12:19 pm

    Ach, reaktywacja. Wreszcie. Ale coś złagodniałeś, drogi Ninjo, przez te 4 miesiące /albo to mnie tolerancja się poszerzyła?/.
    Wiem, że to nieświadomie, ale dziękuję za prezent w to komunistyczne święto - “zmarnowałam” pół godziny życiorysu. :]

  2. 2 narmiak marzec 8, 2008 @ 12:45 pm

    3.50 za paczkę gum? drogo. To pewnie przez ten dodatek Viagry na porost penisa. A zawsze sie zastanawiałem czym do jasnej cholery są te niebieskie kuleczki w gumie. Teraz już wiem. Dziękuję Ci dr.ninja. Kolejna nie dająca mi spać po nocach zagadka rozwiązana ;)

  3. 3 Sapacz marzec 10, 2008 @ 5:41 pm

    Cholera… Czy już wszyscy wiedzą, że macam czajniki?! ~~ Ale z tym anusem to zaszalałeś, Mistrzu. Natchnęło Cię widzę, by uczcić dzień pokrzywdzonych feministek. Chylę czoła i wyczekuję odpowiedzi na pytanie, które pewnie wyczytałeś z godziny publikacji tej jakże nędznej wypowiedzi… Bywaj Mistrzu! ^^

  4. 4 Lil marzec 11, 2008 @ 8:38 pm

    Ten wstęp o własnej zajebistości, bez względu na to, czy słusznej czy nie, to żenua, ale co do reszty pozostaje mi się zgodzić :) Cyknij kiedyś foty tych wszystkich karteczek, bo są rozwojowe dla handlu.

    Co jest jeszcze denerwujące? Klient, który przychodzi do sklepu po to, by udowodnić, że w fachu sklepu w którym pracujesz jest lepszy od Ciebie. Nie jest to reguła, ale takie przypadki też się zdarzają i plasują się na liście tych denerwujących.

    Opinia o notce - dobre podsumowanie, które w każdym sklepie handlującym detalem powinno być wywieszone nad instrukcją obsługi gaśnicy (ale kto to czyta?! :) Albo wprost na wystawie.

  5. 5 narmiak marzec 12, 2008 @ 1:17 przed południem

    Do listy dodał bym jeszcze 3 rzeczy.
    1. Wszelkiego rodzaju cwaniaczki i drobne złodziejaszki. Miałem nie raz przypadek, że przychodzi taki, zaczyna się rozglądać, prosi o coś co jest za nami, ogląda, ogląda i jeżeli kupuje, to płaci zawsze 100 zł banknotem (nawet jeżeli przedmiot kosztuje 5 zł) a po jego wyjściu orientujemy się, że zniknęła zapalniczka z diodą. Nawet jej nie potrzebował pewnie, ale zawsze może się pochwalić kolegom, ze coś ukradł. Przyszpanować.
    2. Tak zwani “apacze” - A patrze tylko. Chodzą od sklepu do sklepu, macają co się da, nawet jeżeli nie są tym zainteresowani (po co staremu facetowi w wieku na oko 60 lat różowe tenisówki rozmiar 23?), oglądają ze wszystkich stron, o nic nie poprosi i zawsze wychodzi nie kupując nic. Wkurzające jeżeli kręci się przy drobniejszym towarze, który mógłby zwinąć bo trzeba go ciągle pilnować, przez co prawdziwi klienci są poszkodowani ponieważ muszą czekać chwilę dłużej na ekspedienta, który łazi za apaczem.
    3. Pytajniki - głównie stare babcie zainteresowane nowinkami technicznymi. “a co to? a do czego to? a nie psuje to to się? a jak się tego używa?” Babo. Jeżeli komputera na oczy nie widziałaś to się nawet nie pytaj, czy przyda ci sie nowa karta graficzna. Telewizja Trwam nie będzie dzięki temu ładniej wyglądać w telewizorze, a zestaw kina domowego nie sprawi, że Ojciec Dyrektor zacznie wygłaszać swoje kazania w Dolby Surround.

  6. 6 pomponik marzec 12, 2008 @ 2:28 przed południem

    “Ja tu mam was nauczać, nie dzielić się wrażeniami z wypadu do osiedlowego spożywczaka, gdzie pani Hela jak zwykle nie miała wydać reszty.(…)” z http://drninja.wordpress.com/2007/11/04/bede-pisal-po-polsku/ - to odnośnie punktu ‘Noś drobne, bądź tak miły i poszukaj końcówki w portfelu’. Przyjemnie zauważyć pozytywną ewolucję autora. Może jednak jest to nadinterpretacją - Dr. Ninja (btw: zawsze się zastanawiam, dlaczego z kropką po ‘r’?) przecież nie może ewoluować: on już osiagnął maksymalny poziom rozwoju. Istna Dukajowa inkluzja rodem z ‘Perfekcyjnej niedoskonałości’, albo nawet lepiej. Ja niestety nie jestem taki fajny (patrz: ‘Jak być fajnym’). Dlatego jestem wkurwiony, że ktoś fajniejszy (?!) pisze coś, co podejrzanie przypomina plany własnego bloga, ostatnio widzianego w dziale ‘projekty niezrealizowane’. No cóż, prawo pierwszego: dokładnie tak jak postępował Clint E. w klasycznych spaghetti westernach lub komitety kolejkowe za PRLu. A że Clinta szanuję (do komitetów, nie tylko kolejkowych, mam odwrotnie proporcjonalny stosunek) to pozostaje mi zacisnąć zęby i częściej tu wpadać w nadziei wychwycenia potknięć. I może ociupinkę z chęci podejrzenia w akcji ‘kreatywnej złośliwości’, która jest mi bliska.

  7. 7 ElNinho marzec 12, 2008 @ 8:06 pm

    No w końcu jogurtowy powrót … gdy będziesz wsadzał tę marchewkę w anusa empikowym czytaczom wsadź również jedną ode mnie - chyba nie ma nic gorszego niż te mendy okupujące każdy wolny kawałek podłogi między regałami i zasyfiający swoimi paluchami książki lub czasopisma. Co ciekawe, to co mnie interesuje, “dzieła IT” przeważnie jest zafoliowane a pan sprzedawca “uprzejmie” informuje, że folii nie ściągnie a opis książki jest z tyłu. Podczas gdy obok pięknie niszczeją inne książki w łapach e(m)pickich czytaczy.

    poza tym zajebiaszczy blog, tak trzymać :)

  8. 8 p4aveu marzec 25, 2008 @ 1:55 pm

    Zajebiaszcza strona :) Będę wpadał częściej. Mam tylko jedną uwagę w Polsce skrót dr pisze się bez kropki, ponieważ ‘r’ to ostatnia litera słowa. Chyba, że aspirujesz na zagranicznego “wykształciucha” tam przeważnie używają kropki ;)

  9. 9 Szymonek marzec 26, 2008 @ 6:53 pm

    Może nie w temat ale posty o rysiach na GOLu były super :) Oczywiście postępowcy z GOLa najwyraźniej je “zbojkotowali” i nie wiedzieć czemu nagle stali się jednorazowo dobrzy. Pozdrawiam :)

  10. 10 ^#&)#$&$#&&@& marzec 27, 2008 @ 3:30 pm

    ŻAL

  11. 11 blazer kwiecień 3, 2008 @ 6:20 przed południem

    Hej,

    Fajny blog, napisany z sensem. Z tej listy najbardziej wkurwiajacy sa ludzie(calkowicie nieznani) przychodzacy do miejsca pracy ze swoimi problemami lub szukajacy przyjaciela lub rozmowy. Moze, nie kazdemu to przeszkadza ale ja czuje sie niezrecznie zeby kontynuowac rozmowe z typem ktorego nigdy wczesniej na oczy nie widzialem o jego problemach rodzinnych, az sie chce powiedziec, ze mnie g obchodza mnie twoje problemy i zale ale mam chyba za miekkie serce zeby komus cos takiego w twarz powiedziec ;)

    Pozdro

Napisz odpowiedź




Ninja counter

  • 15,164 hits

Why is Dr. Ninja awesome?

The answer is clear. Cause I'm a Ninja. Not some fucking pirate.

Being a Ninja is not easy, as you all may know. It takes effort, hard work and lots of pain to become one, only few manage to pass the Trials of Awesomness. And note, that a shinobi with a science degree isn't something common.

So you better listen to my advices, cause I'm probably smarter, better educated and most notably- more awesome than you'll ever be.