Wczoraj sobie poszedłem na nową wersję 3:10 to Yuma. Zdatne do spożycia, choć oryginał lepszy, bo mniej przekombinowany i wydumany. Miło się oglądało aczkolwiek do odpowiedniego odbioru tego filmu potrzebna jest drobna doza chłopięcej miłości do westernów (nie, Brokeback Mountain nie należy do gatunku westernów, plasuje się raczej w tej samej kategorii co filmy z Sandrą Bullock), które wraz z komiksami i disco relaxem w Polsacie o poranku wychowały mnie na porządnego człowieka.
Ale co z tą Yumą i jak to się ma do dzisiejszego wykładu waszego ulubionego/znienawidzonego wykładowcy? A no tak sobie patrzyłem na grę zarówno generała Maximusa, jak i już wyrośniętego panicza Jamesa, co chciał batonik Hersheya. Mimo, że się starali ze wszystkich sił, robili groźne grymasy i starali się być twardsi niż stolec po trzydniowej imprezie, to nie przybliżyli się nawet o metr do Niego. Do ideału. Do wzorca prawdziwego mężczyzny.
W zasadzie na którego bym dziś faceta nie spojrzał (tak, siebie także wliczam, mimo całej mojej zajebistości), kogo bym z Nim nie porównywał, nikt nie może osiągnąć choćby promila Jego geniuszu. Teraz w modzie wymuskane pipki, na srebrnym ekranie, w kolorowych magazynach, na scenie czy na ulicy. Takie ładne chłopaki, na widok których dzierlatkom poziom kisielu wzrasta trzykrotnie. Cóż z tego, że przystojni, może nawet niektórzy wykształceni, oczytani, zabawni? Chuj z tego, moi mili.
Jaki by współczesny mężczyzna nie był, nigdy nie będzie w stanie zabić samym wzrokiem. Żaden z nas, niestety, nie zrobi takiej obojętnej miny podczas mordowania kolejnej setki jakichś fagasów. Ani jeden facet nie osiągnie takiego tembru głosu, który powodowałby natychmiastowe luzowanie zwieraczy. Wielu próbowało, but there can be only one.
To gość, który może zagrać mopa do podłogi, a i tak będzie z niego badass motherfucker. Choćby ubrano go w strój Teletubisia, gdyby nawet wystąpił w teledysku Green Daya, albo w reklamie Domestosa- zawsze będzie bezdyskusyjnie miażdżył pytę.
Dlaczego nikt nigdy nie osiągnie jego poziomu? Okej, wciąż jeszcze są miejsca na podium do obsadzenia, przy na drugim stoi Gregory Peck, a o trzecie bije się Sean Connery z Humphreyem Bogartem, zaś w kolejce czekają jeszcze na swój czas Christopher Walken i Charles Bronson. Tak, wiem, że trzech z tych panów nie żyje i są raczej mało skorzy do bitki w takim stanie, ale przynajmniej o nich ktoś pamięta, po was zaś nie zapłacze nikt, nawet wasza rodzina, a to z tego powodu, że do tej pory nie zdawaliście sobie sprawy z Jego zajebistości , therefore- you suck better than Heather. (uwaga, niniejszy dowcip z siorbaniem zrozumieją zapewne nieliczni. Jeśli jesteś jedną z tych osób, które nie załapały, cóż, you suck even more)
Ale ale, bo my tu o zasysaniu, a przecież uciekamy od głównego tematu. Dlaczego On jest wzorcem mężczyzny doskonałego? Oto zbiór jasnych, klarownych odpowiedzi:
- Nigdy nie był młody. Jak wszyscy wiemy, młodość, a szczególnie okres pomiędzy sraniem w pieluchy a pierwszym umoczeniem w czymś innym niż kostka masła, to czas absolutnego braku szarych komórek. Każdy poza Nim był kiedyś dzieckiem. On zaś od razu pojawił się na ziemskim łez padole z trzydniowym zarostem, cygarem w zębach i paskudnym grymasem na twarzy. Widzieliście Go kiedyś młodego? No właśnie.
- Mordował niewinnych (choć, co jest jasne, wszyscy są winni, mniej lub bardziej) z uśmiechem na ustach
- Przeprowadził eutanazję
- Poleciał w kosmos
- Zastrzelił Gene’a Hackmana (a innym razem go pogrążył)
- Nawet w chujowym romansie mówił tak, że ptaki spadały z niebios a rzeki cofały bieg
- Wystąpił w musicalu (gdyby jeszcze było to Blues Brothers…) i nawet tam pokazał klasę
- Uciekł z Alcatraz
- Nie wyglądał na geja nawet w różowym Cadillacu
- Cytowano go (trzykrotnie!) w Falloucie 2
- Nawet gdy się uśmiecha, zwiastuje to burzę z piorunami i gradobiciem
- Wykoleił pociąg. Niejeden.
- Ma kilka poświęconych sobie pieśni, jedna ma nawet jego imię i nazwisko jako tytuł
- Nie mówi dużo. Działa, miast marnować energię na zbędną konwersację
- Nawet w ortalionowym dresie wzbudza postrach
- Przeżył lotniczą katastrofę (i nie mówię tu o filmach, a o prawdziwym, brutalnym życiu)
- Okradł nazistowski bank
- Grał w filmach z wielkimi potworami (a oczywistą sprawą jest, że wielkie potwory są w pyte)
Jeśli ktokolwiek łapie się na chociaż 1/4… no, nie bądźmy aż tak rygorystyczni- 1/10 z tych podpunktów, moje gratulacje.
Ale nie cieszcie się zbytnio- i tak każdy ZAWSZE będzie mniej zajebisty niż Clint.

Ha, wiedziałam, że Clint. Jedyny facet, którego nie znam osobiście, a który i tak sprawia, że się roztapiam tu i ówdzie, aaaaaaach. Mówiłam Ci już? Bo nie pamiętam
No i pierwowzór Rolanda z “Mrocznej”. I Brudny Harry. Słuszna to notka 
Shick, shick.
Amen stary, AMEN!
Święte słowa - ideał męskości.