08
lis
07

Jak być fajnym? Part 3

Na początku dzisiejszego rantu chciałbym podziękować wszystkim moim przeciwnikom, którzy, chcąc mnie pognębić, jeszcze bardziej podbili statystyki i zwiększyli zasięg mych słów. Your anger makes me stronger, jakby to rzekł imperator Paplanina.

Po tym dziękczynnym wstępie, czas na część właściwą dzisiejszego wykładu o tym, jak być fajnym. Na wokandzie: braki w elokwencji i kulturze oraz zwyczaje żywieniowe. Tym razem tematyka jasna, prosta i nie wymagająca wiele wysiłku zarówno od nauczyciela, jak i od młodego padawana, który wcześniej raczył się zastosować do rad zawartych w poprzednich odsłonach.

Po trzecie- ubytki w mowie i w piśmie. Należy zaznaczyć, że przeintelektualizowany bełkot jest równie zły jak pieprzenie na poziomie pięciolatka. W zasadzie nie wiem co gorsze- rzucanie Deridą, którego się nie rozumie (ale teraz modne jest cytowanie jego słów o postmodernizmie, mimo, że niewielka część chełpiących się znajomością tego autora wie, o co mu chodzi), czy odpowiedź “Twoja stara”. Oba przypadki normalnego, fajnego człowieka bawią setnie.

Wait, scratch that- po namyśle stwierdzam, że pseudointeligenckie farmazony są jednak bardziej zabawne. Odzywki rodem z podstawówki znamionują młody, chmurny i durny wiek rozmówcy, przez co jest jeszcze jakaś nadzieja, że z biegiem lat zmądrzeje. Natomiast osobnik szczycący się swą niby-inteligencją, gdy obnaży się błędy w jego rozumowaniu, przeuroczo zaczyna się pluć i wierzgać niczym ogier przed kastracją, co tylko znamionuje nadszarpnięte ego, wcześniej niczym nienaruszone. Lekcja warta zapamiętania, ba, nawet dwie lekcje:

  1. Stoicki spokój jest podstawą normalnej, ciekawej, zajmującej dyskusji.
  2. Stylizowanie się na wykształciucha bez odpowiedniej wiedzy prędzej czy później skończy się naszym bolesnym upadkiem.

Dlatego, zanim coś powiemy, miejmy pewność co do sensu i znaczenia naszych słów. Swego czasu wielką karierę zrobiło słowo “bynajmniej”, używane zamiennie z “przynajmniej”, co doprowadzało do kurwicy każdego z choćby minimalną wrażliwością językową. Jeszcze wcześniej pamiętam szał na wciskanie łacińskich zwrotów, gdzie się tylko dało (nie wiem, po jaką cholerę, bo brzmiało to idiotycznie). No i nie można tez zapomnieć o tych, którzy nie zauważają, kiedy słowa powinny mieć końcówkę “ą”, a kiedy “om”- nic tak nie gotuje krwi jak nierozróżnianie narzędnika liczby pojedynczej od celownika liczby mnogiej. Każdego, kto powie (bądź napisze, bo w mowie różnica jest mniej wyczuwalna, zawsze można to zwalić na wybite przednie zęby) “Lubię przyglądać się kobietą” wysyłałbym na Islandię. Czemu tam? Bo zajebiście zimno i zajebiście smutno.

Recepta? Proste, twarde, jasne zdania, od razu wyjaśniające, o co nam chodzi. Ironizowanie i sarkazm, jeśli już chcemy ich użyć, muszą być rozwinięte na odpowiednim poziomie, inaczej wyjdziemy na kompletnego morona. Soczysty bluzg, podkreślający nasze twarde stanowisko, także może dopomóc w zaprezentowaniu swych racji, aczkolwiek nie wypada używać kurew zamiast przecinków.

Żeby nie być gołosłownym- prosty przykład złej i dobrej wypowiedzi:
wrong\right
Czy to jasne? Mam nadzieję.

 

 

 

 

Gdy już opanowaliśmy sztukę dyskursu, czas na mniej ważną, acz bardzo pomocną w uzyskaniu wiecznej chwały, sprawę: Po czwarte- co spożywać?

Są trzy rzeczy, które po spożyciu automatycznie przesuwają nas o krok bliżej do zajebistości:

  1. Nachos- oblane serkiem i maczane w porządnej salsie. Albo dorzucone do Chili Con Carne. I zapijane Tequilą. Można nie lubić brudnych meksykańców, ale trudno nie kochać ich kuchni, która jest przeznaczona dla prawdziwych mężczyzn- ostra, wyrazista i sycąca.Byle ciota jej nie tknie.
  2. Suszone mięsko- Za oceanem zwana Beef Jerky lub po prostu Jerky. Pożywne, jednocześnie ze śladową ilością tłuszczu. I nie do podrobienia w smaku. Występuje w odmianie ciętej, nuggetowej, batonikowej i paru innych, a w każdej postaci rozpierdala, bo to cudeńko jest wręcz genialne w swej prostocie. I żrą je astronauci na promach kosmicznych- czy może być coś bardziej zajebistego?
  3. Red bull- Jako żywieniowy faszysta uznaję tylko tę markę energizerów. Wiem, że są tańsze, a równie skuteczne zamienniki, wiem też, że cenę RB dyktuje hype marketingowy. Cóż z tego, skoro najlepiej pasuje do papierosów, trzyma mnie na nogach lepiej niż kawa i najlepiej leczy mnie z kaca? Że to efekt przyzwyczajenia albo placebo jakoweś? Mam to w dupie, Red Bulla w moim krwiobiegu jest więcej niż hemoglobiny. I nie, nikt mi nie zapłacił, to reklama darmowa.

Do obowiązkowych trzech podpunktów można by jeszcze dorzucić rzecz jasna złocisty napój bogów (pić tylko i wyłącznie z butelki!), ale jako, żem zmotoryzowany, pozwalam sobie wieczorami lub w weekendy (nie, nie prowadzę kampanii trzeźwości, po prostu niewygodnie trzymać butelkę podczas jazdy, no i przy ostrzejszym hamowaniu należy liczyć się z rozlaniem trunku, co jest śmiertelnym grzechem).

Pamiętajcie też, że podstawą diety każdego szanującego się twardego madafaki jest mięso. Gdybyśmy wpieprzali korzonki i liście, do dziś pewnie siedzielibyśmy na drzewach, a największym cywilizacyjnym osiągnięciem byłoby wynalezienie drabiny. Dzięki temu, że jakiś jaskiniowiec wpadł na pomysł, by zamiast codziennego posiłku złożonego z kapusty i rabarbaru zapolować na mamuta czy jakiegoś pancernika, jesteśmy dominującym gatunkiem na ziemi. Gdyby nie fakt, że surowe mięso jest mdłe w smaku i trzeba było coś zaradzić w tej kwestii, nasi przodkowie nie wpadli by na pomysł rozpalenia ognia. Gdyby nie łowy na zwierzęta, które pchnęły do przodu ówczesny przemysł zbrojeniowy, połowę pierwotnej ludzkiej populacji zeżarłyby tygrysy, a tak mieliśmy dzidy, toporki, noże i inne narzędzia destrukcji, które równie dobrze sprawiały się w szlachtowaniu dziczyzny, jak w przeganianiu szablozębnych drapieżców. No i nie zapominajmy, że zanieść takiego kilkutonowego kudłatego słonia do jaskini nie było sprawą prostą, dlatego też wynaleziono koło i pakowano jeszcze świeże truchło na gigantyczną taczkę, ciągniętą przez całe plemię.

Dowód? proszę bardzo, malowidła naścienne odnalezione w Niax we Francji, prezentowane poniżej, ukazujące martwego mamuta na kołowym wózku.

mamut hunting

Dlatego też, by nie zaprzepaścić tego, co dali nam nasi odlegli krewni z czasów zlodowacenia, musimy jeść mięso. Zielenina może być co najwyżej dodatkiem. Ci, którzy odżywiają się samymi warzywkami i owockami, są na straconej pozycji w drabinie ewolucyjnej i zapominają, że kły służą do odgryzienia porządnego kawałka chabaniny, zaś trzonowce nie są do mielenia ziaren, a do dokładnego przeżucia naszej zdobyczy.

 

 

 

No, tyle w kwestii bycia zajebistym. Temat zapewne powróci jeszcze nie raz, przy wielu okazjach, ale podstawy, mam nadzieję, już macie jako tako ogarnięte. Co będzie na następnym wykładzie? Najpierw króciutki test z przyswojonego dotychczas materiału, a potem- kolejna lekcja życia w wykonaniu waszego ulubionego/znienawidzonego wojownika cienia.

 

 


2 Odpowiedzi do “Jak być fajnym? Part 3”


  1. 1 Lil listopad 9, 2007 @ 4:27 pm

    Suszone mięsko jedli Tatarzy, spod własnego siodła. Czy może być coś bardziej zajebistego? :)

    Osobiście kuchnię meksykańską (jak i włoską) cenię, poza genialnym smakiem, za łatwość przygotowania. Bez żadnego zawijania wodorostów na sushi, czy fascynowanie się mieszaniem sera przy robieniu na fondue. No i nie ma takich głupich nazw.

  2. 2 niunia listopad 23, 2007 @ 7:08 pm

    nio wiec .. mam problemy z wysławianiem się..
    nie wiem co mam robić.. czytam książki..heh lektury
    niom nie wiem może się już taka urodziłam?
    będę tak paplać bez sensu że nikt nie będzie mnie rozumiał..
    i przy nadarzającej się okazji będzie po mnie jeździł!!
    help me!!
    nio jak przeczytałam ten Twój “wykład” to stwierdzam ze chciałabym byc Tobą w tej kwestii ;( pozdrawiam ;) odpisz mi na emaila ;)

Napisz odpowiedź




Ninja counter

  • 17,532 hits

Why is Dr. Ninja awesome?

The answer is clear. Cause I'm a Ninja. Not some fucking pirate.

Being a Ninja is not easy, as you all may know. It takes effort, hard work and lots of pain to become one, only few manage to pass the Trials of Awesomness. And note, that a shinobi with a science degree isn't something common.

So you better listen to my advices, cause I'm probably smarter, better educated and most notably- more awesome than you'll ever be.