04
lis
07

Cóżem uczynił?

 

Tak. Nawet Ninja popełnia błędy. Najlepszym się zdarza. Niestety.

Bądźmy szczerzy- Internet nie jest dla wszystkich. Pójdę w twierdzeniu tym jeszcze dalej- Internet powinno się wyłączyć w większości polskich domów. Skąd te wnioski? Z prostej obserwacji, o której, w ramach dzisiejszego wykładu, opowiem ze szczegółami.

Przyznaję się bez bicia- od samego początku lurkowałem po /b/.

 

 

———-Uwaga, jeśli nie zrozumiałeś powyższego zdania, wszystko, co znajduje się poniżej, możesz sobie odpuścić. Seriously, give up. Stop reading. Don’t ask.————

 

 

Ostatnimi czasy mi przeszło, bo to już nie to samo, acz czasem, nie ukrywam, utrafi człowiek jeszcze coś, co go rozbawi. Jednocześnie, jako istota przesiąknięta siecią, pewne zwyczaje z różnych pokurwionych sajtów człowiek starał się przeszczepić na polski grunt.

Błąd.

Jak wspomniałem wcześniej, bariera językowa jest jednym z powodów nieumiejętnego korzystania z Internetu. Nie będę się rozwodził nad tym, jak bardzo upośledzonym trzeba być, by nie łapać podstaw tak ubogiego języka, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że kilka (już chyba nawet kilkanaście) lat temu, gdy ja zaczynałem naukę, inglisza dało się nauczyć co najwyżej z Cartoon Network oglądanego na piraconej satelicie i z gier komputerowych. Mniejsza z moimi magicznymi supermocami i talentami +5 do wszystkiego, bo dryfuję coraz dalej od meritum.

 

 

Główną i najtrudniejszą do usunięcia przeszkodą w zaszczepieniu na polski grunt internetowego dowcipu w rodzaju All your base are belong to us czy zwyczajnego, prostego motivational postera, poza wymienionym wyżej czystym lenistwem i niechęcią do foreign languages, jest kulturowa bariera, dzieląca zachód i nasz śmieszny kraik.I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o to, że Polak nie zrozumie dowcipu na temat baseballu czy zgrywania się z jakiegoś prezentera CBS. Otóż, moi drodzy parafianie, Polak nie ma poczucia humoru. Za grosz samokrytyki i autoironii.

Jakiś czas temu przeprowadziłem eksperyment- z jakim skutkiem uda się zasadzić w polskojęzycznej sieci coś, co nazywa się fachowo Motivational Posterem. Na początku nic nie zapowiadało tragedii. Ale po kilku miesiącach wniosek, jaki wyciągnąłem z moich badań, był jasny:

Polak ani nie zna umiaru, ani nie wie, kiedy należy być zabawnym. Tyle dowiedziałem się, gdy na pewnym (dla niektórych wiadomym) forum pokazałem, czym jest ów motivational poster. Najpierw dość nieśmiało inni podchwycili pomysł, lecz z upływem czasu było coraz gorzej. A tylko i wyłącznie dlatego, że dziewięciu na dziesięciu użytkowników chce być śmiesznymi, błyskotliwymi, fajnymi, rozpoznawalnymi, ale dążą do tego tak kurewsko nieudolnie, że teraz sam żałuję swego czynu.

 

Ale mam zamiar naprawić to, co zepsułem, bo moja misja dziejowa tego wymaga. Wiem, ze niektóre jednostki są na tyle niereformowalne, że należy sie z nimi obejść za pomocą lobotomii i pejcza z bawolego penisa, ale zawsze jest maleńka szansa, odległe światełko w tunelu, jakakolwiek nadzieja, ze choć jedna osoba pojmie, co robi źle. I wtedy Internet będzie choć o jeden promil szczęśliwszy.

———————————-

Po tym długim wstępie raczę poprowadzić swój zwyczajowy wykład. Dziś będzie on w formie punktów, które należy sumiennie zanotować, by nie wyjść na na absolutnego niedojebka w sieci. Zeszyty i długopisy przygotowane? No to lecimy.

 

 

  1. Old shit is old. Jedna z najważniejszych zasad w Internecie, o której zdaje się nie pamiętać większość zasiedlającej sieć populacji. Nie, Chuck Norris nie jest już śmieszny. Twoja Stara była zabawna, gdy srałem w majtki na widok Buki. To, co jest stare (a przypomnę, ze w Internecie wszystko starzeje się czterokrotnie szybciej niż w życiu za firewallem), nie jest zabawne. Możesz już przestać.
  2. Overindulgence is your enemy. Stara mądrość powiada, że dowcip opowiedziany raz- śmieszy, trzy razy- nudzi, dziesięć razy- prowadzi do poważnych uszkodzeń ciała, z odbytem włącznie. To miedzy innymi zabiło dobry, porządny dowcip obrazkowy nie tylko na jednym, wiadomym forum, ale w całej polskiej sieci. Każda dwunastoletnia pizdopałka może teraz rzucić komuś obrazkową obelgę, przez co dyskusje wyglądają ostatnimi czasy jak komiks rysowany ręką ślepego przedszkolaka z ADHD.
  3. Kill yourself. Niestety, większość do tej zasady się nie stosuje. Serowy, iście chujowy dowcip powinien zostać napiętnowany i doprowadzić samozwańczego kawalarza co najmniej na skraj załamania nerwowego i zafundować mu długoletnią depresję, zakończoną widowiskową autoegzekucją za pomocą skakanki i żyrandola. Problem w tym, że taki rzekomy dowcipniś znajduje często poklask w grupie rówieśników (czy tez raczej rzec powinienem- w grupie o podobnym intelekcie, ale wtedy przywódcą takiego zgromadzenia zostać mogłyby nawet kombinerki), co w efekcie prowadzi tylko do jeszcze bardziej ochoczego zarzynania wcześniej zabawnego dowcipu poprzez jego wybitne nadużycie.
  4. Prove your statements. Tego, moi drodzy słuchacze, wam brakuje. Argumentacji na poparcie tez. Przyjęło się już w sieci, ze można pierdolić bez ładu i składu, a i tak znajdzie się grupa ludzi, dla których takowe pieprzenie będzie niczym zesłanie ducha świętego. Na szczęście zdetronizowanie takich jednostek to bułka z masłem dla kogoś zaprawionego w słownych utarczkach i bataliach, i nie wymaga to jakiegoś wielkiego wysiłku. Gładka gadka może uczynić kogoś bogiem w pewnych kręgach, biorąc pod uwagę, ze większość mieszkańców internetu potrafi się tylko odgryźć za pomocą “Twoja stara klaszcze u Rubika”.
  5. Learn to provoke. Prowokacja prowokacji nierówna, o czym pamiętają nieliczni, starsi stażem i odpowiednio doświadczeni. Prowokacja może być zabawna, jeśli jest umiejętnie przeprowadzona. Jednocześnie służy ona obnażeniu tego co najlepsze i najgorsze w tych, którzy dają sie złapać w nasze sidła. O prowokacji będę się rozwodził już wkrótce, mysie pysie.
  6. Don’t be a girl. Płacz i rzucanie się do kogoś, kto robi sobie z nas jaja, jest najgorszą możliwą opcją. Tak postępują małe dziewczynki, a wszyscy wiemy, że one nadają się tylko do dwóch… no, może trzech rzeczy. Poza tym automatycznie tracimy wszelki szacunek i poziom respektu, jaki akumulowaliśmy przez jakiś okres czasu, bo reagując jak mała pizdeczka, strzelając focha, odgryzając się bez finezji, wychodzimy na kogoś, kto lubi komedie romantyczne z Meg Ryan i śpi w piżamie.
  7. Grow up. I mowa tu nie o fizycznym wieku, bo posiadanie włosów łonowych nikogo do niczego nie upoważnia. Można mieć trzydziestkę na karku, ale jeśli nadal bawią nas pierdnięcia, a za najlepsze uważamy filmiki na Youtube robione z pomocą syntezatora Ivona, wtedy możemy być pewni, że:

a) Nigdy nie będziemy zabawni

b) Rodzina zapomni o nas przy spisywaniu testamentu

c) Weźmiemy ślub z własną dłonią.

 

 

 

Tyle na dziś, drogie dzieci. Teraz czas myć ząbki i do spania, kolejna lekcja życia (w sieci i poza nią) jutro.

 

 

 

 


6 Odpowiedzi do “Cóżem uczynił?”


  1. 1 Anon listopad 6, 2007 @ 9:15 przed południem

    7. czyli wg. ciebie śmianie się z goniącego dziecaki pedobeara jest lepsze od śmiania się z Ivony? Bo ja nie widzę nic co mogłoby różnić te dwa przykłady - naprawdę. Jeśli nie odpowiada ci Polska i polski humor to może wyemigruj do ameryki tam znajdziesz zrozumienie? Że go nie szkasz? To jaki masz cel opisywać tutaj takie pierdoły - nikomu naprawdę nie imponujesz, można jedynie się z ciebie pośmiać że jesteś żałśniejszy niż twoi czytelnicy (tak przykładowo uważam że jesteś bardziej żałosny niż ja).

  2. 2 Anon listopad 6, 2007 @ 9:24 przed południem

    Co do 1,2 to zastanów się czy na twoim ulubionym /b/ nie powtarzają bez przerwy tego samego?
    Bez przerwy ta sama copypasta, bez przerwy takie same obrazki, np. WHEN I WAS… Bez przerwy jakiś pedobear się pojawia…

  3. 3 Anon listopad 6, 2007 @ 9:26 przed południem

    Widze że moje komentarze giną, yay, nawet nie umiesz solidnie przyznać się do błędu w swoich racjach? Może wyłącz możliwość komentowania, przynajmniej będzie to dla mnie znak że nie mam po co pisać…

  4. 4 dr.ninja listopad 6, 2007 @ 3:02 pm

    “Widze że moje komentarze giną, yay, nawet nie umiesz solidnie przyznać się do błędu w swoich racjach? Może wyłącz możliwość komentowania, przynajmniej będzie to dla mnie znak że nie mam po co pisać…”

    Einz-> Nic w przyrodzie nie ginie. System załączania komentarzy jest non-instant, ale widzę, że bardzo niecierpliwym osobnikiem jesteś, zaś brak cierpliwości zbliża do ciemnej strony.
    Zabawnie zresztą brzmi podobny zarzut od kogoś, kto zakłada fake-mail, bojąc się podpisać własną ksywą. Brawo.

    “Co do 1,2 to zastanów się czy na twoim ulubionym /b/ nie powtarzają bez przerwy tego samego?
    Bez przerwy ta sama copypasta, bez przerwy takie same obrazki, np. WHEN I WAS… Bez przerwy jakiś pedobear się pojawia…”

    Odpowiem cytatem z samego siebie: Ostatnimi czasy mi przeszło, bo to już nie to samo, acz czasem, nie ukrywam, utrafi człowiek jeszcze coś, co go rozbawi.
    Przy czym tam znajdą się jeszcze wisecracki, które twórcza przekształcą nawet stary pomysł na coś zdatnego do spożycia. W przeciwieństwie do polakó, którzy od dwóch lat śmieją się z dowcipów, które od początku nie były zabawne. Ale cóż ja wiem?

    “7. czyli wg. ciebie śmianie się z goniącego dziecaki pedobeara jest lepsze od śmiania się z Ivony? Bo ja nie widzę nic co mogłoby różnić te dwa przykłady - naprawdę.”

    Bo nie masz poczucia humoru. I skąd to powoływanie się ciągłe na pedobeara, który pojawia się niezwykle rzadko?

    “Jeśli nie odpowiada ci Polska i polski humor to może wyemigruj do ameryki tam znajdziesz zrozumienie?”

    Byłem, widziałem, ludzie tam są mniej smutni niż tutaj. I mają odrobinę samokrytyki.

    “Że go nie szkasz?”

    Nigdy nie musiałem

    “To jaki masz cel opisywać tutaj takie pierdoły - nikomu naprawdę nie imponujesz, można jedynie się z ciebie pośmiać że jesteś żałśniejszy niż twoi czytelnicy (tak przykładowo uważam że jesteś bardziej żałosny niż ja).”

    Uderzyłeś we mnie tym komentarzem tak, że zacznę chyba płakać. Pozwól, ze znó odpowiem cytatem z samego siebie: Macie chłonąć wiedzę, czytać. Jeśli czytanie wam nie odpowiada, nikt was do tego nie zmusza. Wypierdalać.
    Czego nie zrozumiałeś? Nie chcesz, nie musisz. Proste.

  5. 5 qbertq styczeń 4, 2008 @ 12:17 przed południem

    ciekawa strona, straciłem już na nią 20 minut życia

  6. 6 lasdfna marzec 11, 2008 @ 10:36 pm

    niggers..

Napisz odpowiedź




Ninja counter

  • 17,532 hits

Why is Dr. Ninja awesome?

The answer is clear. Cause I'm a Ninja. Not some fucking pirate.

Being a Ninja is not easy, as you all may know. It takes effort, hard work and lots of pain to become one, only few manage to pass the Trials of Awesomness. And note, that a shinobi with a science degree isn't something common.

So you better listen to my advices, cause I'm probably smarter, better educated and most notably- more awesome than you'll ever be.