Sława. Rzecz pożądana przez każdego, choć niektóre smutne jednostki będą starały się oszukiwać same siebie, że nie chodzi w życiu o pieniądze, kobiety\mężczyzn i sławę, a o to, by nie było wojen na świecie, by wszyscy byli zdrowi, szczęśliwi i nie jedli zwierząt, co jest oczywistym pierdoleniem pod lewacką, młodocianą publiczkę.
Sława. Zawsze ma swoją cenę. Przypatrzmy się na przykład dowolnemu celebirty, nawet tym naszym wypizdkom trzeciej kategorii, którzy grają w czterech telenowelach jednocześnie, dodatkowo jeżdżą dupą po lodzie w jednym programie, a jęczą w drugim i jakimś cudem jeszcze nie mają schizofrenii. Taki\taka celebrity (jesli ktoś w mojej obecności użyje kiedykolwiek słowa “celebryt”, zatłukę tym, co się pod rękę nawinie, a potem spalę mu dom) , choć tak naprawdę nie robi nic innego niż szary człek, który ma problemy z otwarciem okna, nawet wysrać się w spokoju nie może, bo mu z obiektywem aparatu w dupsko wlezą, a dzień później ocenią, po stopniu gęstości i zapachu kału, na pierwszej stronie ogólnopolskiej gazety, czy dobrze się ów gwiazdor odżywia.
Do czego zmierzam? Do tego, że nawet łyknięcie maleńkiej ilości sławy, w jednym czy dwóch miejscach w Internecie, nie owocuje tylko bałwochwalczymi pokłonami ze strony tych, którzy faktycznie słuchają, co człowiek ma do powiedzenia, ale także wianuszkiem zidiociałych, pokurwionych ludzików, które skaczą wokół biednego sieciowego celebrity i starają się przypodobać. Gada taki do ciebie, jakby znał cię od paru lat, a ty po raz pierwszy widzisz ksywę delikwenta na oczy. Jest dla ciebie zbiorem zer i jedynek, istotką, która siedzi gdzieś w Rzeszowie czy innym wypizdówku i sądzi, ze będzie miała w tobie kolegę. Nie, nie będzie miała.
Radosna, złośliwa, prowokacyjna twórczość spotyka się zawsze z wielkim odzewem, sypią się negatywne, jak i pozytywne opinie (ktoś, kto ma misję edukacyjną do spełnienia, ma je absolutnie w dupie), a co za tym idzie- rośnie z każdym dniem grupa przeciwników i popleczników. Mądry internetowy pretendent do wiecznej glorii i chwały będzie powściągliwy i nie stanie po stronie żadnego z ugrupowań. Pochwały i przyjacielska wymiana zdań jest zarezerwowana tylko dla tych, z którymi razem chodziło się na dziwki, piło wódę lub ciągało spliffa według ruchu wskazówek zegara. Niestety, wielu młodych, zdolnych i obiecujących twórców sieciowych bardzo łatwo daje się wciągnąć w przepychanki własnych fanów i przeciwników, co kończy się smutnym i kurewsko bolesnym upadkiem oraz utratą wszelkiego poważania. Szczególnie, jeśli domniemany gwiazdor okazuje się słaby w improwizacji i nawet porządnie, na poczekaniu, odszczekać nie umie.
Skąd taki, a nie inny temat rantu? Cóż, sam, jako człowiek iście fajny, rzec by się chciało- zajebisty, spotykałem się zarówno na żywo, jak i w sieci, z przejawami fanowskiego oddania i ciągnięcia druta. Pół biedy, gdyby to były ładne kobiety (acz i takie się zdarzają, ale mówimy tu o złych, nie dobrych aspektach bycia gwiazdą internetu). Niestety, w zatrważającej większości jest to młodzież dysfunkcyjna, patologicznie wręcz głupia i porażająca elokwencją na poziomie szuflady z narzędziami stolarskimi, chcąca zaprzyjaźnić sie z “kimś znanym na forum”. A chuja, nie będzie przyjaźni. Won.
Powtórzę raz jeszcze- nie, nie jesteśmy kolegami. Nie, nie wpadnę obejrzeć twojej kolekcji owadów, chyba że masz nie więcej niż dwadzieścia lat, fajne cycki i nie trzeba cię przepędzać kijem. Ogólnie nie lubię ludzi, zaś sympatią darzę tylko tych, którzy są tego warci.
Na 90% ty do takowych nie należysz.
hehe, gdy tylko będą się pojawiały nowe tematy to przeczytam je z przyjemnością, bo zajbiście to wszystko opisujesz…peace…